Toyota nie ukrywa swoich planów. Firma inwestuje 3,6 miliarda dolarów w kampus w San Antonio. Poważna inwestycja. Celem jest przywrócenie produkcji Tacoma na amerykańską ziemię.
Zmiana lokalizacji
To nie są tylko słowa. Druga linia montażowa pojawi się w Teksasie. Pojemność istniejącego obiektu podwoi się do pięciu milionów stóp kwadratowych. Utworzone zostaną dwa tysiące nowych stanowisk pracy, a łączna liczba pracowników wzrośnie do około sześciu tysięcy osób. Proces transformacji potrwa cztery lata. Produkcja Tacomy zostanie przeniesiona z Meksyku do Stanów Zjednoczonych. Choć część wydawnictwa tymczasowo pozostanie w Meksyku, główna linia powraca do swojej ojczyzny.
Ted Ogawa, dyrektor generalny Toyota North America, nie skomentował tej sytuacji.
Rozbudowując naszą fabrykę w San Antonio, wzmacniając nasze zaangażowanie w amerykańską produkcję i tworząc zrównoważone miejsca pracy, realizujemy naszą misję.
Zaznaczył, że pomoże to zaspokoić przyszłe potrzeby klientów. Standardowe słowa menedżerowie, ale za nimi kryją się prawdziwe inwestycje.
Koprodukcja
Tacama nie porusza się sam. Dołączy do szeregów Tundry i Sekwoi. Wszystkie zbudowane są na platformie TNGA-F. W tym samym zakładzie produkowane są również tylne osie. To logiczne i skuteczne. Po co budować tę samą „platformę” w dwóch różnych krajach?
To nie jest jednorazowe wydarzenie. Niecały rok temu Toyota zobowiązała się do zainwestowania 10 miliardów dolarów w amerykańskie moce produkcyjne w ciągu pięciu lat. Firma dotrzymuje słowa. Wirginia Zachodnia otrzymała 453 miliony dolarów na technologię hybrydową, Kentucky otrzymała 204,4 miliona dolarów na komponenty, a ulepszone ośrodki testowe w Arizonie.
Kontekst polityczny jest nieunikniony. Donald Trump nałożył 25% cło na import z Meksyku. To uderzyło w biznes. Toyota słuchała. Zainwestowali. Umowa handlowa z Japonią otworzyła drzwi dla amerykańskiego eksportu. Teraz Tundra i Highlander wracają przez Pacyfik. Jest jednak ostrzeżenie: wersje montowane w USA mogą nie spełniać oczekiwań rynku japońskiego. Ironia? Być może tak.
Szalona sprzedaż
Czy to przedłużenie jest konieczne? Tak.
Tacoma czwartej generacji trafi do sprzedaży w 2024 roku. Pokochali go. Sprzedaż w czerwcu wzrosła o 3,4%. To 23 150 pickupów sprzedanych w ciągu jednego miesiąca. Lider w klasie przetworników średniej wielkości. Oczywiście.
Na koniec roku sprzedano ponad 143 000 sztuk. Wzrost o prawie 10% w porównaniu do roku ubiegłego. Jeśli tendencja się utrzyma, rok 2026 będzie rokiem rekordowym. Sprzedaż może osiągnąć 280 001 sztuk. Historyczny sukces.
Co napędza popyt? Praktyczność. Lojalność wobec marki. I pickup, który wreszcie wygląda nowocześnie, nie tracąc przy tym duszy.
Ceny są wysokie. Podstawowy model SR XtraCab zaczyna się od 34 175 dolarów po wszystkich opłatach. Chcesz mieć trochę więcej miejsca z tyłu? Zapłać więcej. Najlepsza wersja? TRD Pro będzie kosztować 66 440 dolarów. Drogi? Tak. Ale oni to kupują. Głównie.
Czy wersja amerykańska będzie droższa? Trudno jeszcze powiedzieć. Posunięcie to było spowodowane presją taryfową, a nie oszczędnościami w produkcji. Być może z czasem ceny spadną. A może nie.
Tylne osie są obecnie montowane w San Antonio. Tam składa się ciało. Łańcuch dostaw ulega skróceniu. To powinno mieć znaczenie. A może to po prostu PR. Rynek zadecyduje. Pick-up zjedzie z linii montażowej. I my to kupimy.























