Lamborghini porzuca plany dotyczące pojazdów elektrycznych. I to im bardzo odpowiada

30

Lanzador miał wystartować w tej dekadzie.

Ale to się nie stanie.

Podobnie jest z elektryczną wersją Urusa. Obydwa projekty zostały odroczone na czas nieokreślony. Duże elektryczne gran turismo, które pierwotnie miało zadebiutować w 2028 r., a następnie przesunięte na 2029 r., teraz po prostu zniknie z planów. Brak daty. Może go nie być przez lata.

Elektryczna wersja ich SUV-a? Ta sama historia. Jeśli w ogóle trafi na drogi dopiero w 2030 roku. Lamborghini kontynuuje prace nad samochodem elektrycznym, ​​to prawda. Ale ta przyszłość jest niejasna i odległa. Nie zatwierdzili nawet kalendarza wydań.

Stefan Winkelmann, szef Lamborghini, udzielił niedawno wywiadu CNBC. Nie okazywał wahania.

Na pytanie, dlaczego firma zrezygnowała z krótkiego terminu przejścia na trakcję elektryczną, jego odpowiedź była niezwykle lakoniczna:

„To była «właściwa decyzja»”.

Żałuje? Nic.

Bogaci ludzie nie potrzebują baterii

Dlaczego tak nagle się wycofali?

Rynek. W szczególności wąska nisza rynkowa, na którą celuje Lamborghini.

Winkelmann zauważył jedną istotną kwestię. Krzywa popularności samochodów w pełni elektrycznych wśród nabywców nie rośnie. Osiąga płaskowyż. W firmie nastąpił więc gwałtowny zwrot. Całkowicie odchodzą od czysto elektrycznych układów napędowych. Nowy wektor rozwoju? Hybrydy typu plug-in (PHEV).

Unikał pytań na temat Ferrari Luce, samochodu elektrycznego, o którym w internecie zawrzało. Stwierdził, że strategia jest wyborem każdej marki. Dyplomatycznie. Nudny. Standardowy język korporacyjny.

Ale kilka miesięcy temu był mniej miły.

Powiedział The Sunday Times, że samochody elektryczne to „drogie hobby” luksusowych marek.

„Poważna inwestycja w rozwój samochodów całkowicie elektrycznych… byłaby kosztownym hobby… i posunięciem nieodpowiedzialnym finansowo”.

Oraz w stosunku do akcjonariuszy. I klientom. I pracownikom. A także ich rodzinom.

Dokładnie to miał na myśli. Lamborghini postrzega pełną elektryfikację w obecnych warunkach jako pułapkę finansową dla bazy klientów, których po prostu to nie obchodzi.

Silniki spalinowe żyją

Co zatem zastąpi elektryczny sen?

Hybrydy.

Koncepcyjny Lanzador, ten dwudrzwiowy GT, który tak bardzo wszystkich zachwycił? Jest nadal w fazie rozwoju. Tylko nie jak samochód elektryczny. Będzie musiał zaopatrzyć się w silnik spalinowy. Plany przewidują hybrydowe układy napędowe z możliwością ładowania typu plug-in. Temerario i Revuelto są już hybrydami PHEV. Nowy Urus podąża tym samym schematem.

To jest kompromis.

Surowe przepisy dotyczące ochrony środowiska wymagają elektryfikacji. Bogaci nabywcy wymagają nuty wydechu i wyczuwalnej prędkości. Lamborghini wybiera stronę klienta, ledwo dotykając wymogów regulacyjnych. V8 i V12 otrzymują pomoc w postaci baterii, a nie wymianę baterii.

Ferrari myśli inaczej. Postawili na Luce, całkowicie zanurzając się w rozwoju.

Internet już nazywa to porażką, zanim sprzeda się choć jeden egzemplarz.

Kto ma rację?

Dowiemy się za dziesięć lat. W międzyczasie Lamborghini kontynuuje tankowanie paliwa i trzyma swój zespół pojazdów elektrycznych na uboczu.