Jeep Compass 4xe: Więcej niż francuski SUV w dżinsach

7

Jeep kończy 85 lat. To dużo jak na markę samochodu.

W Wielkiej Brytanii nazwa zawsze budziła kontrowersje. Śmiały. Amerykański. Outsider. Jednak po dołączeniu do grupy Stellantis w 2021 roku wiele się zmieniło. Imperium jest ogromne. Strategia jest jasna. Więcej samochodów. Więcej SUV-ów. Do 2030 roku planują potroić swój asortyment produktów w Europie.

Zaczęło się od małego. Avenger wyszedł na pierwszy plan. Teraz pojawia się kompas trzeciej generacji.

Zajmował ciasny segment kompaktowych crossoverów. Dzieli DNA z Peugeotem 3008, Citroënem C5 Aircross i Vauxhall Grandland. Pod maską platforma STLA Medium wykonuje ciężkie prace. Najpierw pojawiły się lekkie modele hybrydowe. Następnie – samochody elektryczne o standardowym zasięgu. A teraz? Dwie nowości na większą skalę. Hybryda typu plug-in (PHEV) i pojazd elektryczny o większym zasięgu.

Ale główną historią jest okręt flagowy. 4x.

Jeep chce odzyskać swoją hardcorową reputację. Największe zagrożenie Land Rovera? Dokładnie tak twierdzą. I nie jest to tylko marketingowy puch owinięty w gumowe podkładki.

Wersja 4xe wyposażona jest w dwa silniki. Po jednym na każdą oś. Wszystkie pozostałe modele Compass mają napęd na przednie koła. Ten nie jest. W sumie silniki elektryczne wytwarzają 370 koni mechanicznych. Dostępny jest tryb sportowy, który według producenta przenosi do 70% momentu obrotowego na tylne koła.

Na papierze wygląda na twardy. Wygląda bardzo szorstko na ulicy.

Przyjrzyj się ciału. Przeszedł zmiany. Prześwit zwiększony o 10 milimetrów. Nowe zderzaki zmieniły kąt natarcia i zejścia. Czerwone zaczepy holownicze wystają z przedniego i tylnego zwisu. Wygląda na to, że SUV chce zjeść ziemię na śniadanie.

Czy to Peugeot w garniturze? Może. Ale garnitur pasuje idealnie.

Jechaliśmy po torach przygotowanych przez Jeepa. Suchy ląd. Strome wzgórza. Głębokie wąwozy testowały skok zawieszenia. Tryby „Błoto” i „Śnieg” są włączone. Kontrola zjazdu działała jak w zegarku. Samochód jechał pewnie.

Szczerze mówiąc? Okazała się zbyt zdolna. Jest mało prawdopodobne, aby większość właścicieli kiedykolwiek potrzebowała takich funkcji. Suche warunki z pewnością pomogły, ale strome podjazdy i pionowe zjazdy pokazały, że elementy inżynieryjne działały w 100%. To nie jest imitacja.

Na asfalcie? Szybko. Przyspieszenie do 100 km/h (62 mph) w 5,4 sekundy wydaje się realne. Moc jest dostarczana płynnie. Liniowy. Żadnych opóźnień. Pedał gazu działa naturalnie, pomimo natychmiastowego wzrostu momentu obrotowego silników elektrycznych.

Porusza się więc z gruntu na asfalt bez żadnych skarg. Czy jest idealny? Najprawdopodobniej nie. Ale to potwierdza jego skuteczność.

Jeep jeszcze nie umarł. Potrzebują tylko wsparcia elektrycznego.